03/02/2011 | 19:53
Kabaret Ani Mru-Mru przed koncertem w Łańcucie udzielił specjalnego wywiadu dla portalu Kluczlancucki.pl. Z artystami rozmawiał Mirek Mac. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami Marcin Wójcik przyjmuje pytania tylko po angielsku, a Michał Wójcik tylko w temacie wody i wędlin. W rozmowie uczestniczył również trzeci członek kabaretu Waldemar Wilkołek . Część anglojęzyczna zakończyła się na – good morning, a temat wody rozpoczął…
Mirek: Nie brakuje wody w garderobie?
Waldek: Dziękuję. Właśnie zadałeś to pytanie. To jest koniec wywiadu…
Mirek: Ale to miało być na otwarcie…
Marcin: Ja jeszcze nie byłem w garderobie, więc nie wiem. Michał ty byłeś w garderobie?
Mirek: A wędlina?
Michał: Woda jest. Wędliny nie ma…. Miała być?
Marcin: Miała być…
Mirek: Ale jak już wędlina będzie, to co publiczność łańcucka zobaczy w waszym wykonaniu. Bo nie zawsze jest tak, że na żywo prezentujecie to samo co można zobaczyć w Internecie i telewizji.
Michał: No właśnie to samo…
Marcin: Pokażemy dzisiaj skecze oraz piosenki z najnowszego programu pod tytułem „Czerń czy biel”. Część publiczności mogła już zaobserwować niektóre z tych numerów, a część jeszcze nie, więc będzie zaskoczona.
Mirek: To jest tak, że specjalnie nie wpuszczacie wszystkiego do Internetu, żeby zostawić coś oryginalnego, tak?
Waldek: Ja muszę trochę sprostować. My nic nie puszczamy do Internetu. Internet rządzi się swoimi prawami.
Marcin: No oprócz tych prywatnych swoich filmów, które zamieszczasz na tych stronach… tych…
Mirek: Te w krótkim podkoszulku?
Marcin – Nie, to Waldka chłopak wpuszcza… Ale faktycznie tak jest, dlatego, że my sobie cenimy coś takiego, żeby zaskakiwać publiczność w czasie występu i akurat dwa numery w których najbardziej zaskakujemy publiczność w czasie tego programu, nie pojawiły się jeszcze w Internecie, z tego co wiem.
Waldek: Znaczy pojawiły się, ale w tak śladowych ilościach, że w zasadzie w wyszukiwarce ich nie widać, ciężko je znaleźć.
Marcin: Tak, że dbamy o to. I jak mamy propozycję udziału w programie telewizyjnym to długo się zastanawiamy co tam pokazać, żeby nie zdradzać wszystkich tekstów.
Mirek: Ale czasem nabiera to takiej skali, że w pewnym momencie w tv nie widać nic nowego.
Marcin: No tak, tylko miejmy też świadomość tego, że nasze społeczeństwo trochę zaczyna funkcjonować na tej zasadzie, że jak my wymyślimy skecz np. dzisiaj i za dwa tygodnie zagramy go w telewizji to on już się robi stary w tym momencie. Ludzie mówią wtedy – „eeee….. to już widzieliśmy, to już jest stare, dajcie coś nowego” i tak naprawdę powinniśmy albo nie pokazywać nic w TV i Internecie…
Waldek: Ale wtedy ludzie by nas nie znali i to takie błędne koło.
Marcin: Ale z drugiej strony miejmy świadomość, że żaden kabaret w Polsce nie jest w stanie stworzyć co roku dobrego, nowego programu, chociaż niektórzy próbują. Czasem się to udaje, ale na dłuższą metę nie zdaje to egzaminu. Natomiast trzeba mieć na uwadze to, że jeżeli my wymyślimy nowy program, typu „Czerń czy biel” tak jak teraz, no to ten program w kwietniu będzie miał rok czasu, a np. w wielu miastach w Polsce nie byliśmy jeszcze. Tak jak po raz pierwszy jesteśmy z nim w Łańcucie, pewnie takich miast się uzbiera trochę i musimy grać ten program. A to że, jakieś tam elementy tego programu pokazujemy w tv to dlatego aby zachęcić ludzi do przyjścia na nasz koncert. Tak jak się wypuszcza singla.
Mirek: A czy wasze programy różnią się pod względem publiczności dla której macie grać? Na przykład, że tu większe miasto, a tu prowincja?
Waldek: Nie, nie ma czegoś takiego.
Mirek: Czyli dla każdej publiczności gracie tak samo?
Michał: Próbowaliśmy różnicować publiczność, ale to nie wychodzi, bo my chcielibyśmy, żeby publiczność była tak, w wieku załóżmy od 18 do max 26….
Waldek: Próbowaliśmy kiedyś różnicować publiczność na białą i czarną, bo mamy program „Czerń czy biel”, ale to nie wyszło.
Marcin: A w ogóle to pierwszy pomysł był brąz czy żółć
Mirek: Ale brąz się chyba źle kojarzy….
Marcin: No właśnie….
Waldek: Ale poważnie mówiąc, to ten sam program zobaczyli ludzie w Warszawie, Nowym Jorku, Londynie czy Krakowie. Nie ma to najmniejszej różnicy. Niech to będzie najmniejsza miejscowość, wszystkich traktujemy jednakowo.
Mirek: Kabarety muszą się czymś od siebie odróżniać, choćby poruszanymi tematami. Niektórzy bazują na polityce, u Was akurat dużo jej nie ma. Jakie tematy lubicie?
Marcin: Myślę, że większość kabaretów jest takich, że polityki nie ma w programach. My się tym nie zajmujemy. To publiczność stara się klasyfikować kabarety, że ci są polityczni, ci są tacy a ci tacy. My o tym nie myślimy. Jeżeli nam się uda i wpadnie nam do głowy pomysł o trzech politykach, to na pewno go zrobimy, jeżeli będzie w naszym stylu i będzie nas bawił, to tak…
Michał: O trzech politykach w domu publicznym. A nie… to już było.
Mirek: A jaki jest Wasz sposób na te pomysły?
Waldek: Nie ma na to reguły.
Marcin: Nie ma. Trzeba mieć dobry pomysł. Jak jest dobry pomysł to jest skecz. Jak nie, to można siedzieć i dwa tygodnie i nic się z tego nie wyrzeźbi, ale jak wpada pomysł do głowy to proces nabiera tempa. Najlepszym przykładem jest tutaj, choćby ostatni festiwal Ryjek w Rybniku, w którym występowaliśmy, po wielu, wielu latach, w konkurencji z innymi kabaretami. Tam się tworzy skecze na zadane kategorie. Jeden ze skeczy, który okazał się hitem tego festiwalu, to powstał na dzień przed w sali prób, gdzie kombinowaliśmy na szybko. Wszystko to będzie można dzisiaj zobaczyć.
Mirek: Czy was śmieszą jeszcze własne skecze?
Waldek: Śmieszą.
Marcin: To jest tak, że pewne elementy…
Waldek: Jak jest jakiś numer, który widziałem wiele, wiele razy, jak u jasnowidza na przykład, to mimo, że widziałem go dwusetny raz to nadal mnie śmieszy.
Marcin: A po za tym, jakby nas nie śmieszyły, to chyba byśmy ich nie robili. Na przykład dzisiaj zagramy skecz o żonie, gdzie ten skecz gramy już któryś tam raz i on cały czas dla nas jest zabawny, bo jeszcze nie wiadomo co kto powie. Czasem ja coś dorzucę, czasem Michał. Cały czas się dobrze bawimy na scenie.
Mirek: Macie grono na którym testujecie skecze?
Marcin: Winogrono….
Michał: Winogrono mamy.
Waldek: Nie, jeżeli jest pomysł i powstanie jakiś tam zarys to skecz jest gotowy. A od pomysłu do gotowości to jest bardzo szybki okres czasu i bywa tak, że jak pomysł wpadnie w samochodzie, to w zasadzie bywa, że tego samego dnia ten numer jest już testowany na publiczności.
Marcin: Żeby się przekonać i być pewnym tego, trzeba to zrobić przed żywą publicznością, ona decyduje o tym, jeśli się śmieje to skecz jest super.
Mirek: Czy są jakieś tematy których nie poruszacie?
Waldek: Ale w samochodzie czy na scenie?
Mirek: Na scenie, bo w samochodzie podejrzewam, że nie ma…
Marcin: W samochodzie nie ma świętości…
Mirek: A na scenie?
Waldek: Na scenie są. Są takie tematy. Załóżmy, że przyjdzie kolega i powie mi kawał hardcorowy i razem będziemy się bawić, ale gdyby to powiedział na scenie, to sam bym go wybuczał pierwszy. No są raczej takie tematy, których się nie powinno poruszać. A w tym kraju, jest tych tematów może więcej niż gdzie indziej
Marcin: To też wynika jakby z naszej kultury. Bo publiczność przychodząca na programy kabaretowe nie oczekuje czegoś takiego. W Stanach Zjednoczonych, gdzie popularny jest stand up i wszyscy są przygotowani na to, że wyjdzie facet i będzie przez kilkadziesiąt minut nawijał i balansował na cienkiej linii pomiędzy obscena a kulturą.
Waldek: Chociaż czasem to robią. Jak np. zobaczy kolesia bez ręki to on by mógł nabijać się z niego przez cały program.
Marcin: Ale tam są ludzie na to przygotowani. Dla mnie takim sztandarowym przykładem jest pedofilia, nie wyobrażam sobie, że można zrobić skecz o pedofilii, który by śmieszył większość ludzi na sali. To jest temat, który jest społecznie negowany. Nawet trudno go obśmiać. I trudno wyobrazić sobie, że jakiś kabaret zrobi skecz o katastrofie smoleńskiej. Ludzie tego nie oczekują, chcą się bawić, nie być szokowani.
Mirek: Gracie już ponad 10 lat. Czy nie boicie się zaszufladkowania, np. do jasnowidza czy chińskiej restauracji?
Michał: Ale tak jest i tak będzie. Ja do końca życia będę Tofikiem czy Chińczykiem.
Waldek: Wiesz Michał, nie mów, bo może jeszcze między czasie powstanie taki numer, taki standard, że przyćmi tamten numer.
Marcin: Przestaliśmy się tym przejmować. Był taki okres, że próbowaliśmy złamać tą konwencję, że to ja będą grał głupszego na scenie, bo ludzie tak to odbierają, że jak wychodzi Michał to ta postać musi być śmieszna ja mogę być poważny. Mnie jest o wiele trudniej uzyskać śmieszność postaci niż Michałowi i ludzie oczekują tego od Michała. Jak próbowaliśmy to łamać to ludzie mówią – „fajnie, tylko dlaczego ten Michał nie robi śmiesznych min”.
Waldek: Ile Gajosowi trzeba było lat…
Marcin: Po za tym Michał jest na tyle śmieszną osobą, że zawsze potrafi wyciągną coś z każdej postaci.
Mirek: W jednym z wywiadów mówiliście, że miasta w których gracie zwiedzacie tylko nocą. Łańcut też?
Marcin: Ja byłem kiedyś z wycieczką szkolną, obejrzałem miasto dokładnie. Dzisiaj nie miałem czasu.
Waldek: Ja bym poszedł drugi raz do powozowni, ale pewnie jest zamknięta o tej porze… Ale byłem na Zamku w Łańcucie.
Marcin: Największy problem, jeśli chodzi o nasze zwiedzanie, to mają miasta, które są w odległości mniejszej niż 200 km bo zazwyczaj z takich miast wracamy do domu, do Lublina. W takich miastach spędzamy zazwyczaj mniej czasu. Chociaż jakbym był prezydentem jakiegoś miasta, to wolałbym, żeby kabaret Ani Mru-Mru go nie zwiedzał, bo zawsze zostawia popiół i zgliszcza… Ale myślę, że jak będziemy grać taką trasę po kolei od Przemyśla do Rzeszowa to pewnie zanocujemy w Łańcucie i spotkamy się na wspólnym wywoływaniu duchów.
Mirek: Byleby scena miała odpowiednie wymiary…
Marcin: A o to czasem najtrudniej…
Mirek: Dziękuję
Rozmawiał Mirek Mac, a zdjęcia robił Piotrek Dubiel.