Walczą o pieniądze dla szpitali

15/01/2010 | 07:30

Blisko 1000 osób liczyła manifestacja, pracowników służby zdrowia oraz samorządowców,  pod rzeszowskim oddziałem Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ). Przeciwko, jak mówili jej organizatorzy, dyskryminacji podkarpackich szpitali i pacjentów. W proteście wzięli udział pracownicy oraz prezes Centrum Medycznego w Łańcucie.

Wczorajsza demonstracja to kolejna odsłona walki o przyszłość służby zdrowia na Podkarpaciu,. Dwa dni wcześniej w Łańcucie zebrali się dyrektorzy powiatowych i wojewódzkich szpitali, gdzie jednogłośnie podjęli decyzję o niepodpisywaniu kontraktów z NFZ na rok 2010.  W ocenie dyrektorów, zawarcie umów byłoby zgodą na zmniejszenie środków na leczenie w porównaniu do roku ubiegłego oraz dalszym przyzwoleniem na gorsze traktowanie pacjentów z naszego województwa.

- Domagamy się kontraktów takiej samej wysokości jak w czerwcu 2009r. – mówił Zbigniew Strzelczyk, dyrektor szpitala w Kolbuszowej. Kazimierz Ziobro, wicemarszałek sejmiku podkarpackiego podkreślił, że obecna propozycja NFZ oznacza dalsze zadłużanie się szpitali, co w przypadku placówek wojewódzkich, może być niebezpieczne dla budżetu Podkarpacia. W proteście uczestniczyło kilku parlamentarzystów m. in. Kazimierz Gołojuch, który skrytykował Minister Zdrowia Ewę Kopacz, za niedotrzymanie obietnicy o zapłacie za nadwykonania z ubiegłych lat – Musimy walczyć, aż do skutku- dodał.  Wystąpienia przerywały okrzyki oraz ryk syren. Protestujący skierowali apel do Prezydenta RP i Prezesa Rady Ministrów o podjęcie działań.

 Przepychanki w siedzibie NFZ

Do incydentu doszło pod koniec manifestacji, gdy delegacja protestujących przedstawiała dyrekcji rzeszowskiego NFZ swoje postulaty. Do budynku, oprócz delegacji, wpuszczono część dziennikarzy, po czym ochrona zablokowała wejście. W korytarzu doszło do przepychanek ze związkowcami, którzy siła próbowali wejść do siedziby Funduszu.

- Jestem zaskoczony frekwencją, liczyliśmy na 400 osób, siły oszczędzamy na ewentualną manifestację w Warszawie. Okazało się, że było nas znacznie więcej niż planowaliśmy- podsumował Adam  Krzysztoń, starosta łańcucki i przewodniczący konwentu powiatów Podkarpacia.

Dlaczego ludzie wyszli na ulice?  Główną przyczyną jest tzw. algorytm, czyli obowiązujący od 2007 roku system  dzielenia pieniędzy w oparciu o średnią wysokość zarobków w województwach.  W ocenie protestujących system powoduje, że kwota przeznaczana na leczenie jednego mieszkańca na Mazowszu to 1610 zł, średnia w kraju to 1410 zł, a na Podkarpaciu to zaledwie 1230 zł. Czarę goryczy przelała propozycja NFZ obniżająca sumę pieniędzy dla naszego województwa o 20% w stosunku do roku ubiegłego. 

 Ponad 2 mln mniej dla Łańcuta

W przypadku Centrum Medycznego w Łańcucie oznacza to ograniczenie wpływów z kontraktu o 2,2 mln zł. -Podpisanie umowy na takich warunkach zmusiłoby nas do zadłużenia się lub zwolnienia. Z pewnością oznaczałoby to ograniczenie w dostępie do świadczeń medycznych. Dużo mniej środków byłoby na rehabilitację oraz na opiekę długoterminową – wyjaśnia Krzysztof Przyśliwski, prezes Centrum Medycznego.

Rozmowy w Warszawie, prowadzone na początku stycznia,  nie przyniosły efektu, stąd decyzja, że żaden publiczny zakład opieki zdrowotnej na Podkarpaciu nie podpisze kontraktu na 2010 rok, na takich warunkach. – Chyba po raz pierwszy mamy w Polsce do czynienia z taką sytuacją. Musimy dobitnie pokazać, że w naszym województwie jest poważny kryzys służby zdrowia. Domagamy się traktowania mieszkańców Podkarpacia, na równi z pozostałymi obywatelami Polski, nic więcej nie chcemy-  tłumaczy K. Przyśliwski.

 Stan zagrożenia

Jeśli do końca lutego szpitale nie podpiszą umów z NFZ, to od marca nie będą miały podstaw prawnych, aby świadczyć usługi medyczne. Czego możemy spodziewać się w najbliższych tygodniach? Jak przekonać NFZ do ustępstw?  Czasu jest coraz mniej. Adam Krzysztoń  nie wyklucza zaostrzenia protestu, mówi o manifestacji w Warszawie i innych działaniach, ale szczegółów nie chce zdradzać.  

Wydaje się, że ruch leży teraz po stronie centrali Narodowego Funduszu Zdrowia i  Ministerstwa Zdrowia, być może również parlamentarzystów. W opinii protestujących, brak reakcji może doprowadzić do zagrożenia bezpieczeństwa 2 milionowego województwa.

 Jakub Czarnota