Ksiądz z Dąbrówek na misji w Kazachstanie

06/01/2012 | 19:38

Ksiądz z Dąbrówek na misji w Kazachstanie

Uroczystość Objawienia Pańskiego nazywana jest popularnie świętem Trzech Króli. To jedno z najważniejszych świąt w ciągu roku liturgicznego. W Kościele jest to dzień misyjny, a zbierane ofiary przeznaczone są na cele misyjne. 6 stycznia to również Światowy Misyjny Dzień Dziecka.

Na misjach pracuje ponad dwa tysiące misjonarzy z Polski. W tym gronie są księża związani z ziemią łańcucką. Niektórzy zakończyli już prace na misjach i obecnie pracują w parafiach naszego powiatu, natomiast inni dopiero zaczynają swoją misyjną drogę.

Takim przykładem jest pochodzący z Dąbrówek ksiądz Tomasz Pyś, obecnie na placówce w Kazachstanie. Choć obowiązków mu nie brakuje, zechciał podzielić się z nami wrażeniami z pierwszych świąt na misji.


1. Zważywszy że to pierwsze święta w Kazachstanie zapewne były wyjątkowe, u nas w Polsce wszyscy narzekali na brak śniegu, tam pewnie go nie brakowało?

Rzeczywiście były to wyjątkowe Święta dla mnie, bo po raz pierwszy tak daleko od domu. Pomimo, że obowiązków księdzu w Polsce nigdy nie brakuje, a szczególnie w okresie Bożego Narodzenia, to jednak zawsze na Wieczerzy Wigilijnej byłem w domu rodzinnym, a i potem w pierwszy albo drugi dzień Świąt był czas na świętowanie z bliskimi. A w tym roku takiej możliwości nie było, no i jeszcze to poczucie odległości. Ale to ten dar, który każdy misjonarz składa Panu Jezusowi.

Jeżeli chodzi o pogodę, to może śniegu nie było tak dużo, ponieważ jak tylko spadnie, to jest zwiewany. Ale można powiedzieć, że było biało. Za to temperatury trochę niższe niż w Polsce, w tym roku na Święta i tak ponoć było „ciepło” – tylko -15.


2. Różnic w świętowaniu jest pewnie wiele, które z nich były najtrudniejsze do zaakceptowania?

Najtrudniejsze było dla mnie to, że nie czuło się tej atmosfery świątecznej. Oczywiście, nie mam tutaj na myśli sklepów ustrojonych już od listopada w choinki, ale jednak w Polsce czuje się, że idą Święta. Choćby te przygotowania w domu, życzenia, czy to w szkole, czy w pracy, wiele, wiele wysłuchanych spowiedzi, szukanie śpiewników kolędowych, przygotowywanie jasełek i wiele innych rzeczy, które tę atmosferę tworzą. Tutaj tego nie ma, życie toczy sie normalnie, jak gdyby żadnych świąt nie było. To nie będzie dziwić, kiedy trochę poznamy tutejszy kraj. Otóż Kazachstan jest krajem wielokulturowym i wielonarodowościowym. Boże Narodzenie to dzień jak każdy inny, nie ma wolnego w pracy, ani w szkole. Ja miałem to szczęście, że przyjechałem tutaj w roku, kiedy Boże Narodzenie wypadło akurat w niedzielę, więc może nie odczułem tego aż tak bardzo. Poza tym przez wiele lat, a nawet dziesięcioleci próbowano wykorzenić wiarę i religię z życia ludzi i pewnie w wielkim stopniu to się udało. Większy nacisk kładziono na Nowy Rok. Tutaj to jest wielkie święto, i do niego się wszyscy przygotowują. Taką kolejną rzeczą którą zauważyłem, to już u katolików, to jest brak jakiejś tradycji świętowania. U nas każdy zna kolędy, śpiewanie ich wydaje się czymś bardzo oczywistym i pewnie bez nich nie wyobrażamy sobie Bożego Narodzenia. Tutaj wielu ludzi (oczywiście nie wszyscy) słabo zna te piękne pieśni, które nie tylko pomagają nam tworzyć atmosferę tych Świąt, ale też i wprowadzają nas głęboko w ich tajemnicę.


3. Czy była pasterka? Szopka? Jak katolicy świętują? Skoro są w mniejszości?

Oczywiście, że była szopka i Pasterka, a nawet dwie! Może tutaj kilka słów o naszej parafii. Wygląda ona troszkę inaczej niż typowa parafia w Polsce. Otóż składa się ona z 13 miejsc, gdzie spotykają się ludzie na modlitwę. W głównej wiosce – Kellerovce jest kościół i plebania, a w pozostałych wioskach są kaplice, albo tzw. domy modlitwy. Są to mniejsze lub większe domy odkupione od  prywatnych ludzi i zaadaptowane do potrzeb modlitwy. Wyjątkiem są dwie miejscowości: Krasnokamionka – gdzie ludzie wybudowali  kościół i Gorkoje – gdzie spotykamy się w domu modlitwy Luteranów. Wioski te są rozsiane w promieniu około 30 km, a do najdalszych z nich – do Komsomolskoje i Gorkoje jest nawet ponad 50 km. Jaki to obszar ciężko mi powiedzieć, ale ktoś biegły z matematyki może obliczyć. Naturalne jest, że nie ma Mszy w każdej z tych wiosek w każdą niedzielę. Staramy się być wszędzie przynajmniej raz w miesiącu. Wyjątkiem są Święta: Bożego Narodzenia i Wielkanoc, wtedy jeździmy do każdej wioski. Ale też nie jest to możliwe w sam dzień Bożego Narodzenia. W tym roku mieliśmy więc dwie Pasterki: w Krasnokamionce i oczywiście w Kellerovce. A potem, zaczynając od Bożego Narodzenia jeździliśmy świętować w pozostałych miejscowościach. Można więc powiedzieć, że my tutaj dłużej świętujemy niż Wy. Kościoły i kaplice są przystrojone, podobnie jak i nasze kościoły. Dekoracje robią sami ludzie, no może oprócz kościoła parafialnego, gdzie tymi pracami kierujemy my sami. W kościele parafialnym w Kellerovce, po Mszy św. w Boże Narodzenie było także krótkie Misterium przygotowane przez dzieci i młodzież. Takie mini jasełka. Także na kilku wioskach parafianie sami przygotowali jasełka.


4. Jak wyglądają święta w domach? Wieczerza wigilijna coś dla każdego Polska absolutnie nie do pominięcia, czy ten zwyczaj istnieje w Kazachstanie?

Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Sam byłem niezmiernie ciekawy, jak to świętowanie wygląda. Z tego co się dowiedziałem, to w wielu domach jest Wieczerza Wigilijna. Nie ma się co dziwić, bo wielu katolików tutaj to ludzie pochodzenia polskiego. Tutaj trzeba pewnie sprostować trochę błędne mniemanie o Polakach w Kazachstanie. Ja sam myślałem, że zostali tutaj przywiezieni w czasie albo po II wojnie światowej. Owszem, były i takie wywózki, jednak większość została tutaj deportowana o wiele wcześniej, bo jeszcze w latach 30-tych XX wieku. Największa wywózka miała miejsce w 36-tym roku. Nie ma się co dziwić, że często ci ludzie, już nie znają języka polskiego, bo często jest to już trzecie, albo i czwarte pokolenie, ale wiele ludzi pamięta modlitwę w języku polskim i różne zwyczaje, jak np. Wigilię. Można stwierdzić, że dzisiaj oni w swoich rodzinach jakby odtwarzają te tradycje. Poza tym, wielu księży pracujących tutaj, to Polacy, to też sprawia, że zwyczaje Wieczerzy Wigilijnej, Opłatka, Kolęd stają się coraz żywsze. Oczywiście mówię tutaj o katolikach, bo dla pozostałych ludzi, Boże Narodzenie i Wigilia to dzień jak każdy inny.


5. Jak świętowaliście Wy księża? Co było szczególnego w tych świętach?

Wspomniałem już o parafii, teraz należy wspomnieć o „naszej ekipie”. W Kellerovce zazwyczaj posługuje jeden kapłan. W chwili obecnej jest nas dwóch. Zaryzykuję stwierdzenie, że ja jestem tutaj nie tylko po to, aby normalnie pracować, ale też i po to, aby nauczyć się Kazachstanu, Kościoła w Kazachstanie, poznać zwyczaje itd. Proboszczem jest ks. Mariusz Stawarz pochodzący z naszej diecezji (przemyskiej) z parafii Hyżne. Znamy się jeszcze z seminarium, jest on tylko 3 lata ode mnie starszy (i wiekiem

I święceniami). Pewnie ta znajomość ułatwiała mi początki tutaj, bo nie czułem się tak obco. W naszej parafii funkcjonuje także ochronka dla dzieci, w której pomagają Siostry Służebniczki Niepokalanego Poczęcia NMP (czyli Siostry Służebniczki Wielkopolskie). Dawniej dwie mieszkały na stałe w domu przy ochronce, a obecnie jedna z nich, s. Joanna, przyjeżdża na kilka dni w tygodniu z sąsiedniej parafii – z Oziornoje. Zresztą tutaj i wszyscy księża i siostry są jak jedna rodzina, to chyba naturalne na misjach. Dlatego też zostaliśmy zaproszeni na Wigilię do Sióstr do Oziornoje.  Była trochę obawa o pogodę, czy nie będzie wielkiego mrozu, (w okolicach Bożego Narodzenia temperatura często spada i do -40), albo silnego wiatru, bo wtedy spędzilibyśmy Wigilię we dwóch. No Pan Bóg był łaskawy i w ten wigilijny wieczór świętowaliśmy wspólnie z siostrami, a także księżmi z parafii i ojcami Benedyktynami w Oziornoje. Wieczerza wyglądała prawie tak jak w Polsce, bo większość z nas to Polacy, choć nie wszyscy. Ojcowie Benedyktyni to Szwajcarzy, a dwie siostry są tutejsze, jedna ma pochodzenie tatarskie, a druga polskie. Było więc oczywiście dzielenie się opłatkiem, różne dania, było nawet moje ulubione – barszcz z uszkami. Skąd siostry wzięły grzyby, nie chciały powiedzieć. Było też śpiewanie kolęd, oczywiście nie po polsku, a po rosyjsku. No może jedna czy dwie były po polsku, ale też i po niemiecku i jedna nawet w języku retoromańskim. To wigilia. A potem przez kilka dni jeździliśmy do naszych wiosek. A szczególne było to poczucie, że nie wszyscy świętują. To pewnie już potem, po niedzieli. Jak odprawiałem Mszę w kaplicy, a przez okno można było widzieć, jak dzieci idą ze szkoły, czy ktoś wykonuje jakieś normalne prace. Ale to też wprowadzało w atmosferę Betlejem. Jak tak przynajmniej tego doświadczyłem. Tak pewnie czuła się św. Maryja i Józef, kiedy wędrowali przez miasto i widzieli wokół ludzi rozbawionych, zajętych swoimi sprawami, całkowicie nieświadomych, że obok nich dzieje się coś wielkiego. Tutaj tak samo było. W Polsce bym tego nie doświadczył. Ale pewnie trzeba sobie zadać pytanie, czy w świętowaniu my nie gubimy Tego, Który jest najważniejszy w te dni?


6. Czy jest coś w świętowaniu w Kazachstanie co można przenieść na nasz grunt? Coś godnego polecenia Polakom, czy jest też coś, czego tam nie ma czego brakuje co mamy my?

Oczywiście brakuje tego dnia wolnego. O tym już wspominałem. Innych rzeczy nie można przenosić, bo to inny kraj, inna kultura, inni ludzie. Ale za to jest coś, co Ci ludzi mają, a czego nam zabrakło. Tutaj nie ma tak, że po Mszy świętej wszyscy szybko klękną, przeżegnają się i uciekają do domu. Tutaj wszyscy zostają, aby jeszcze chwilę pobyć ze sobą. To nie tylko w Boże Narodzenie, tak jest za każdym razem kiedy sie spotykamy na modlitwie. Kobiety coś tam przynoszą i potem mówią: „Отец, давайте, попьём чай”, co znaczy mniej więcej: „Ojcze, zapraszamy na herbtę”. Oj zdziwiłem się, bo często na stole już na kubek z herbatą miejsca nie starczało. Zawsze na początek jest modlitwa, a potem „picie herbaty” i rozmowy na tematy ważne i mniej ważne. Też dbanie o księży, wyrażające się w wielkiej życzliwości. Ludzie tutaj są bardzo wdzięczni i często tę wdzięczność i zyczliwość wyrażają nie tylko słowami, ale czasmi ktoś przyniesie trochę mleka czy jajek. To pomaga tutaj czuć się „jak w domu”. Ale nie o tym miało być. W tym czasie Bożego Narodzenia te „herbatki” nabierały szczególnego znaczenia, bo zaczynały się od dzielenia opłatkiem, było też śpiewanie kolęd. Takie wspólne świętowanie. Ludzie w czasie tych spotkań opowiadają o swoich problemach, ale też i żartują. Czasami ktoś odprawadzając do samochodu, zapyta o chrzest czy o ślub. No niestety, nie wszyscy są ochrzczeni i to nie takie proste, ale to już jest inny temat. Wracając do tematu, to wspólne świętowanie można by było przeniść do Polski. Przy wielu parafiach w Polsce są salki, gdzie można by się spotkać choć na kilka minut po niedzielnej czy świątecznej Mszy  świętej. Przecież każda prafia to rodzina, a rodzina raczej powina ze sobą spędzać czas. To takie moje postanowienie, że jak kiedyś wrócę do Polski i jak Pan Bóg da, że będę proboszczem, to ten zwyczaj będę się starał wprowadzić. Wiem, że to jeszcze dużo, dużo czasu, ale mam nadzieję, że nie zapomnę.


Na koniec, wspólnie z ks. Mariuszem, chcialiśmy życzyć Wam wszystkim, aby ten czas Bożego Narodzenia, który jescze przeżywamy, był czasem pięknych spotkań i radości z drugiego człowieka. A najważniejszym Spotkanym niech zawsze będzie Nowonarodzny Jezus, nie tylko w Betlejem, ale i w Waszym sercu i życiu. Niech On Wam w tym Nowym Roku pomaga w trudnościach, błogosławi w Waszych zamierzeniach i daje prawdziwą radość i szczęście.


Ks. Tomasz Pyś pochodzi z Dąbrówek. W 2006 r. został wyświęcony na kapłana, po 4 latach pracy w Archidiecezji Przemyskiej (dwa lata w parafii pw. Zwiastowania Pańskiego w Izdebakch i dwa lata w parafii pw. św. Michała Archanioła w Dydni) zdecydował się podjąć służbę jako misjonarz. W październiku 2011 rozpoczął swoją posługę misyjną w Kazachstanie. Obecnie pracuje w parafii Kellerovka na północy Kazachstanu. Ks. Tomasz o swojej misyjnej pracy pisze na stronie http://tomaszpys.wordpress.com


Opracowała

Iwona Nosek

Fot. Tomasz Pyś